Czas na treningi.

2

Uciekający czas.

W poprzednim artykule, w którym opisałam moje zasady odnośnie trenowania, często pojawiało się słowo „samodyscyplina”. Wasze komentarze do tamtego artykułu w większości odnosiły się właśnie do tego zagadnienia – ale zawsze w kontekście czasu, obowiązków rodzinnych lub zawodowych, braku sił czy natłoku spraw codziennych. Często bagatelizujemy kwestie organizacji życia, planowania, ustalania harmonogramu itp. Kiedy budzi się ranek i mamy cały dzień przed sobą rzucamy się w wir codzienności przekonane, że ze wszystkim zdążymy; a wieczorem padamy nie realizując połowy zaplanowanych spraw. A przecież wiadomo, że zawsze są sprawy ważniejsze od nas samych, prawda? Bo trzeba było coś innego załatwić, gdzieś pojechać, kogoś wyręczyć, czymś się zająć i… zwyczajnie nie starczyło czasu ani sił. Hola, hola! Nie przyjmuję takiego tłumaczenia! Na ważne sprawy zawsze jest czas! A Twoje samopoczucie, Twoja kondycja, Twoja wewnętrzna energia to podstawa. Nie wolno Ci o tym zapominać! W myśl zasady, że tylko szczęśliwi ludzie mogą dać szczęście innym – zadbaj o swoją formę! I nie szukaj wymówek, na każdym etapie życia można znaleźć czas na treningi. Serio.

Studia, praca, podróże…

Skoro zaczęłam studiować, muszę się temu poświęcić i nie mogę rozpraszać się na drobnostki. To moja praca, muszę dać z siebie wszystko. Zasuwam w korporacji, wracam do domu późnym wieczorem i naprawdę nie mam już na nic siły. Delegacje wycinają mi z życiorysu kilka dni w tygodniu, przy takim trybie życia nie ma szans na utrzymanie samodyscypliny treningowej. Znaleźć czas na treningi? Nie da się!
Brzmi znajomo? To cytaty z Waszych maili.
Przeczytaj raz jeszcze ten akapit i pomyśl, czy to aby nie są pospolite wymówki i usprawiedliwianie samej siebie? Czy to przypadkiem nie wewnętrzny, bardzo sprytny leń, nie znalazł idealnych okoliczności łagodzących, żebyś nie musiała włożyć trochę wysiłku i jednak poćwiczyć? Tak szczerze: czy treningi są wśród Twoich priorytetów?
Ja wiem, że życie nie rozpieszcza. Że żyjemy w takim pośpiechu, że brakuje nam czasu na podstawowe czynności: choćby na zwolnienie oddechu i relaks. Uciekamy w nowinki techniczne, które mają nam pomóc kupić czas: komórka (albo dwie) ciągle przy sobie, skonfigurowane poczty, setki komunikatorów, ustawione powiadomienia. Oddajemy pranie do pralni zamiast zrobić je samemu. Kupujemy diety z dostawą co rano, aby nie musieć gotować. Zamawiamy ekipę sprzątającą do domu, bo nie mamy czasu na porządki. Można byłoby tak długo wymieniać. To szalone tempo można jednak można okiełznać. Po pierwsze zastanów się na spokojnie, gdzie jest Twój balans w życiu? Czy masz czas na siebie, na swoje potrzeby? Jaki jest Twój „top ten” priorytetów? I czy wśród nich znajduje się Twoje zdrowie, Twoja witalność, Twoja kondycja? Jeśli tak – aktywność fizyczna jest niezbędna, aby ten priorytet zrealizować. A do tego trzeba znaleźć czas na treningi. Niedużo czasu. Jeśli zdecydujesz się ćwiczyć ze mną w domu – wystarczy trzy godziny w tygodniu. To jest możliwe. Zamiast bezmyślnie gapić się na serial albo sięgać po lampkę wina, która rzekomo ma ukoić Twoje nerwy po stresującym dniu w pracy: po prostu musisz stanąć na macie i zrobić jeden z moich treningów (www.FitAnka.pl ).

. Wyznacz sobie takie trzy terminy w tygodniu. Narzuć je sobie i traktuj jako nienaruszalne. Nie umawiaj się w tym czasie z koleżankami, Mamą ani facetem. Nie przekładaj ich ze względu na pracę, spotkanie czy zakupy. Nie. Te trzy godziny w tygodniu to czas dla Ciebie: święty i bezdyskusyjny.

Młode Mamy.

Czekałaś na ten czas, kochasz maleństwo nad życie, nieba byś mu przychyliła i… to Twoje nowe życie jest zupełnie zakręcone na dziecku i tylko na dziecku. Czy zapłakało, czy nie jest głodne, czy trzeba przewinąć… Skupione na opiece nad najważniejszym maluszkiem na świecie, zapominamy o wszystkim (i wszystkich). No, ale przecież dziecko jest tak wymagające i absorbujące… I tu muszę obalić kolejny mit. Moje Kochane Młode Mamy, im mniejsze dziecko tym więcej czasu możesz mieć dla siebie! Brzmi jak herezja? A właśnie, że nie! I mówię to z własnego doświadczenia, bo sama to przerabiałam na własnej skórze. Im starsze dziecko, im bardziej aktywne, im więcej uwagi wymaga, im mniej śpi w ciągu doby – tym bardziej musisz się nagimnastykować, aby znaleźć czas dla siebie. Będąc świeżo upieczoną Mamą naprawdę możesz wygospodarować mnóstwo czasu dla siebie! Możesz ćwiczyć podczas gdy Twój słodziak śpi w pokoju obok. Możesz zabierać go na zajęcia poza domem – teraz można znaleźć sporo ofert zajęć dla Mam w towarzystwie niemowlaków, a nawet starszych dzieci (od jogi po basen). Możesz ćwiczyć z wózkiem – pamiętasz mój autorski program wózkowych treningów dla Mam w parku? Możesz wreszcie ustalić ze swoim Mężczyzną, że dwa, trzy razy w tygodniu masz święte dwie godziny dla siebie. To Twoje prawo, aby przewietrzyć głowę, odpocząć psychicznie, naładować baterie, poćwiczyć. A dzidziusiowi i tacie dobrze zrobi wspólny czas: to bardzo ważny aspekt budowania relacji ojcowskich. I nawet jeśli po powrocie do domu zastaniesz tam dziki bałagan, a Twój ukochany będzie w niewygodnej pozycji drzemał na sofie trzymając Wasze maleństwo, które w ramach protestu postanowiło już nigdy nie zasnąć.. to właśnie wtedy zrozumiesz, że są ważniejsze sprawy od idealnego porządku w domu, utrzymania stałych pór zasypiania dziecka. Po regularnych treningach szybciej wrócisz do formy po porodzie, poczujesz się lepiej we własnej skórze, zaakceptujesz własne ciało, wróci energia, a nawet ochota na seks.

Zawodowe schody.

Jeśli wydawało Ci się, że nie masz czasu na nic w trakcie pierwszych miesięcy pozostawania w domu i opieki nad bobasem, to… zrozumiesz, że byłaś w błędzie dopiero po powrocie do pracy. Od momentu, kiedy zaczniesz aktywność zawodową, dopiero zaczną się schody! Z jednej strony w sposób naturalny wszyscy domownicy będą od Ciebie oczekiwać, że wszystko będzie „po staremu”. Czyli te wszystkie domowe obowiązki, które jak wiadomo pochłaniają całe mnóstwo czasu (i sił) dalej będą Twoją odpowiedzialnością. Z drugiej strony powrót do pracy przewróci Ci całe życie, do którego byłaś przyzwyczajona, do góry nogami. I żeby nie zwariować, po pierwsze musisz rozdzielić obowiązki. Jest taki modny zwrot, który zwykle odnosi się do kwestii zawodowych, ale tutaj świetnie pasuje: delegowanie obowiązków. Nie bierz wszystkiego na siebie, bo tego się nie da zrobić. Poza tym nie czuj się winna temu, że nie zdążysz czegoś zrobić. Trudno, czasem brudne gary będą straszyć cały dzień, a Twoja pociecha pójdzie do przedszkola w nie wyprasowanej koszulce. Świat się nie zawali, a Ty będziesz zdrowsza i spokojniejsza. I nie zapomnij ustalić swojego czasu na „wychodne”.  A w okresie przejściowym, zanim złapiesz równowagę i rytm dni czy tygodni się ustabilizuje – rób cokolwiek. Nie odpuszczaj treningów nawet jeśli to będzie tylko 20 minut joggingu dwa razy w tygodniu. Lepsze to niż nic. Mięśnie nie zapomną, organizm Ci podziękuje. A kiedy wrócisz do trzech, porządnych, godzinnych treningów tygodniowo, sama docenisz nawet tę odrobinę ruchu. Bo czas na treningi znaleźć trzeba, po prostu!

2 KOMENTARZE

  1. Ja przy dwójce dzieci nie miałam problemów żeby ćwiczyć w domu. Korzystałam jak chociaż jedno spało. Nawet jak nie to z przerwami dawałam rade. Gorzej ze sportami wyjściowymi. Mogłam sobie pozwolić dopiero jak poszli do przedszkola.

    Niedługo idę do pracy, ale mam 7 km rowerem w jedna stronę wiec to chyba można uznać za trening. Plus joga w domu.

  2. Bardzo motywujący wpis i szczerze, uświadomił mi, ile wymówek sobie robię, żeby tylko nie ćwiczyć… a wystarczy wejść znowu w ten rytm i wtedy pojawia się ta iskra w środku, co napędza dalej 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Proszę podaj swoje imię tutaj