Faceci i nasze poczucie własnej wartości

0

Szczęśliwa nieidealna.

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie sytuacja, której ostatnio byłam świadkiem. A zasadnicze pytanie brzmi: czy faceci są nam, Kobietom, potrzebni do poczucia własnej wartości? Takie sobie spotkanie w knajpce ze znajomymi. Dość kameralne, dwie pary i my. Nie są to nasi super bliscy znajomi, ale lubimy się i postanowiliśmy wyskoczyć razem do kina, a potem usiedliśmy na chwilę w knajpce.  Zwyczajne gadu-gadu, żarty, opowieści. Jedna z par to świeżo upieczeni rodzice, dużo tematów w naturalny sposób schodziło na kwestie opieki nad maleńkim dzieckiem, trosk rodzicielskich, braku czasu, niedospanych nocy. Młoda mama faktycznie nie wyglądała olśniewająco. Widać było zmęczenie, trochę zaniedbana, podkrążone oczy, ciuchy nie do końca pasowały. Jasne, figura też nieidealna, jak to kilka tygodni po porodzie. A jej partner wpatrzony w nią, jak w obrazek. Kochanie, Skarbie, Słoneczko – na okrągło. A tu ją za rękę złapał, a to objął, a to czule pogłaskał – nie przesłodzone, ale naturalne. I ona w tym wszystkim – promieniująca szczęściem, spokojem, poczuciem bezpieczeństwa. Zaopiekowana, dowartościowana, nieidealna. Żadnych kompleksów, za to z dystansem do siebie, potrafiąca żartować z oponki poporodowej i braku czasu na ogolenie sobie nóg, zdumiona rozmiarem swojego biustu z powodu karmienia piersią. Luz i uśmiech.

Piękność z kompleksami.

Obok niej siedziała piękność. Naprawdę laska na maxa. Idealnie złote włosy do pasa, makijaż dość mocny (ale nie wyzywający), paznokcie lśniące, sukienka dopasowana, but na obcasie. Kobieta – klasa. I jej facet: taki w stylu brodatych hipsterów rodem z korporacji, z brzuszkiem wypinającym koszulę w drobny rzucik. Gość zachowywał się, jakby był z nią za karę. Ciągłe przytyki i uszczypliwości, absolutny brak nawet tych najbardziej podstawowych przejawów szarmancji: pierwszy zamówił danie dla siebie, nie zapytał jej na jakie wino ma ochotę, bilety do kina ona organizowała dla wszystkich. Laska starała się bardziej niż bardzo. Z wina zrezygnowała, bo ona prowadzi samochód. Jemu wołowina nie smakowała, więc zaproponowała zamianę dań (jej dorsz rozpływał się w ustach). Co chwilę przemycała w rozmowie jaki to jej facet nie jest wspaniały w tym czy w tamtym. Wyszli jako pierwsi, bo on jutro ma trening rano i musi się wyspać. Pożegnaliśmy się i myślałam, że to ostatni akt tego dramatu – ale myliłam się. Jeszcze tego samego wieczoru dostałam wiadomość na messengerze: Aniu, potrzebuję pomocy. W pierwszej chwili pomyślałam: pewnie chce porozmawiać, wyżalić się, tak po babsku pogadać. Ale nie. Ona czuje się gruba i nieatrakcyjna, czy mogę jej podpowiedzieć jakie ćwiczenia robić na uda, bo uda to ona ma słoniowe. Że co!?!? No i jeszcze coś co zlikwiduje wałeczki na brzuchu, bo jak ona usiądzie to wygląda jak mały budda. Tiaaaa…

Nurtujące pytanie.

I tak mi to nie daje spokoju, jak to jest z naszą, kobiecą, samoakceptacją?

  • Czy umiemy kochać, szanować, lubić siebie bez względu na to jak traktują nas nasi faceci?
  • Czy widzimy się ich oczami, oceniamy się ich oczami, bez ich zachwytu nie umiemy zachwycić się sobą?
  • Czy do tego aby poczuć się dobrze, ładnie, wartościowo potrzebujemy usłyszeć od nich, że jesteśmy piękne, dobre, mądre?
  • Czy staramy się bardziej dla nich czy dla siebie?
  • Czy gdybyśmy były same, bez partnera, bez męża, bez tego męskiego pierwiastka w swoim życiu, umiałybyśmy myśleć o sobie dobrze?
  • Czy potrafimy bez zewnętrznych komplementów i uwielbienia być pewne siebie?
  • Czy jesteśmy niezależne w myśleniu o sobie?
  • Czy umiemy być obiektywne w samoocenie, czy wierzymy tylko w to co oni powiedzą i zauważą?
  • Czy komplement, docenienie z ust mężczyzny jest tyle samo warte co z ust przyjaciółki – czy mniej lub więcej?
  • Czy kiedykolwiek będziemy umiały stanąć przed lustrem i pomyśleć: jestem kobieca, seksowna, ponętna mimo, że za chuda, za gruba, nieidealna?

Pogoń za ideałem.

Co daje nam pogoń za ideałem? Po co to robimy? Dlaczego chcemy być najpiękniejsze, najzgrabniejsze, najzaradniejsze? Dla siebie czy dla partnera? Dla kogo się staramy bardziej niż możemy? Dla kogo stajemy na rzęsach, żeby w dniu wypełnionym po brzegi zdążyć ugotować obiad, zarabiać pieniądze, pobawić się z dziećmi, posprzątać dom i zrobić trening? Czy ten trening to rzeczywiście czas dla nas czy poświęcenie dla faceta, żeby lepiej wyglądać, żeby jemu się spodobać, żeby nie odszedł do młodszej, ładniejszej, zgrabniejszej? Czy wydaje nam się, ze jeśli będziemy niebezpiecznie się zbliżać do ideału, to zyskamy gwarancję, że facet nas nie zostawi? Czy właśnie dlatego jesteśmy gotowe do tylu wyrzeczeń?

Męski punkt widzenia.

Wiem jedno: faceci mają inną percepcję niż kobiety. Dla nas coś ma tysiące subtelnych odcieni, dla nich to jest po prostu szare. My widzimy kilogram na plusie a oni widzą ponętną pupę. My wariujemy, żeby zdążyć zrobić wszystko i jeszcze coś ekstra, a oni marzą o spokoju w naszych objęciach. My staramy się być kobietami które „żadnej pracy się nie boją” , a oni tracą azymut bez poczucia, że są nam potrzebni. My rezygnując z własnych przyjemności oczekujemy tego samego od nich, a oni potrzebują wyjść z kumplami na piwo albo pobiegać za piłką. Wolą uśmiechnięte i szczęśliwe ze sobą kobiety w zabałaganionym, swojskim domu niż spięte, udręczone, wiecznie niezadowolone ideały w idealnych wnętrzach zaprojektowanych przez koleżankę – designerkę.

Moje życie = akceptacja siebie

  • Dlatego zadaję takie pytanie i zostawiam temat do przetrawienia: czy żyjesz dla siebie czy dla swojego partnera?
  • Czy podobasz się sobie, czy chcesz za wszelką cenę podobać się jemu?
  • Czy przypadkiem nie zagubiłaś siebie starając stać się ideałem dla niego?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Proszę podaj swoje imię tutaj