Fit urodziny dla dziecka

0

Zero słodyczy, bieg wokół bloku na spalenie kalorii, do picia woda, na deser biała rzodkiew, marchew i seler naciowy. Na co to przepis? Na tortury powiecie? Ależ nie, to przepis na wspaniałe przyjęcie urodzinowe dla dziecka według Anki Dziedzic 😉

Otóż okazało się, że urządziłam fit przyjęcie urodzinowe dla własnej córeczki.

Wyobraźcie sobie:

To impreza dla dzieci, na której nie ma żadnych słodyczy, przekąsek ani niczego, co uznaję za niezdrowe a dzieci to uwielbiają. Jest tylko tort (i tak dobrze, że pomyślałam o torcie na urodziny). Tort ten kroję jednak na cieniutkie plasterki, niemal przezroczyste. Ten umiar wynika z mojej wrodzonej oszczędności oraz obsesji na punkcie kalorii. Mimo małych kawałków deser jednak nadal pozostaje tortem: niezwykle kalorycznym, tłustym i złym w swej istocie. Dlatego kiedy tylko ciasto zniknie, natychmiast każę dzieciom (wszystkim, gościom również) biegać wokół bloku, żeby spalić te zbędne kalorie. Trudno, tak już musi być, w końcu jestem fitness-woman, niech się dzieci uczą za młodu. Jak już się zmachają (tym bieganiem wokół bloku, rzecz jasna), to pozwalam się im napić. Czystej wody oczywiście, bo tylko taka jest fit. Jak zgłodnieją, to mogą przegryźć słupki warzywne: biała rzodkiew, marchew i seler naciowy. Przecież nie podam im niezdrowych paluszków albo domowych ciast: wszystko zakazane! Wymarzone urodziny dla maluchów, zgodne z zasadami fit i odpowiedzialnego macierzyństwa. Amen.

Piękne prawda?
Tyle, że nieprawdziwe.
Wyssane z palca.
Perfidnie zmyślone.

Bo widzisz..

Słowa mogą ranić. Mają ogromną moc i potrafią wyrządzić krzywdę. Użyte w złej intencji i zmanipulowane rodzą plotki, które nie służą niczemu poza niezdrową sensacją. (jak ta powyżej)
Słowa, rzucane bezmyślnie na wiatr.
Oraz słowa oceniające i krytykujące.
To one ranią i niszczą.
Jak plotka, o której Ci opowiedziałam.

Jaka jest prawda?

Urodziny są od świętowania. Jak słyszę takie opowieści na mój temat powtarzane raz po raz, to uszy mi więdną, ręce opadają a oczy robią się okrągłe ze zdumienia. Serio? Czy ja nie powtarzam zawsze, że Święta są od świętowania?
Urodziny również do Świąt zaliczam (tych bardzo osobistych). W tłusty czwartek jadam pączki, na Boże Narodzenie nie skąpię sobie makowca, w Wielkanoc pochłaniam babę drożdżową.
Tysiąc razy, przy różnych okazjach, powtarzam: grunt to rozsądny luz. Oczywiście, że nie nawołuję do obżerania się słodkimi i tłustymi produktami, które są bezwartościową bombą kaloryczną.

Ale ludzie kochani, czasem można sobie pozwolić na taką przyjemność. Zwłaszcza, jeśli jest ku temu ważna okazja. A czy dla naszych dzieci urodziny nie są ważnym i wyjątkowym dniem? Otóż właśnie są! I zabranianie im przyjemności świętowania w ten specjalny, magiczny dla nich czas, według mnie jest bardzo słabe. Dlatego stanowczo zaprzeczam, jakoby urządzam urodzinowe przyjęcia dla dzieci w radykalnej wersji fit. Nie! Postępuję konsekwentnie ze swoimi przekonaniami i zasadami zarówno w stosunku do siebie jak i do moich bliskich czy dalszych znajomych.

Fit na luzie.

Nie bez przyczyny napisałam książkę zatytułowaną „Dieta na luzie”. Wyznaję zasadę, że jeśli tylko trochę pomyślisz o tym CO i KIEDY jesz, można się racjonalnie odżywiać, być zdrowym i zgubić zbędne kilogramy. I tak, menu na urodziny córeczek (czy inne rodzinne uroczystości) przygotowuję w sposób przemyślany, ale bez żadnych skrajności. Nie popadam w obłęd liczenia kalorii dzieciom – bo one w swej ruchliwości i ciągłej aktywności spalą je szybciej niż niejeden dorosły. Nie podsuwam im wypieków z olejem palmowym ani nie namawiam do zjedzenia paczki żelków. Dlatego dbam, aby na stole było domowe ciasto – zawsze ich ulubione. A nawet jeśli w trakcie imprezy pojawią się żelki, to pozwalam im kilka zjeść. Bo to ich Święto, mają prawo do zrobienia czegoś „ekstra”: Owszem, mineralna woda niegazowana jest zawsze na stole, bo wiele gości ja lubi. Ale oprócz niej jest świeży kompot lub orzeźwiająca lemoniada, za którymi przepadają wszystkie maluchy. Nie faszeruję dzieci słonymi przekąskami, paluszkami czy chipsami. Wolę przygotować pełnoziarniste krakersy w formie mini kanapek. Jednak jeśli któraś z dziewczynek przybiega do mnie z paczką chipsów w rękach i z pytaniem w oczach – uśmiecham się i przyzwalająco kiwam głową. Tak, w ten dzień dzieci mogą mieć dyspensę. Zasługują na świętowanie tak samo jak każdy z nas – a może nawet jeszcze bardziej! Niech mają wspaniałe i beztroskie wspomnienia z dzieciństwa!

Urodzin dziewczynek nie urządzam w stylu fit i nie zamierzam tego robić. Chyba, że będą już na tyle duże, że same zadecydują, że tak chcą!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Proszę podaj swoje imię tutaj