Pierwsze kroki w zmianie diety. Część 1

0

Jeść czy chudnąć?

Pierwsza sprawa, od której trzeba zacząć swoją walkę z nadwagą to zrozumienie, że jedzenie nie jest równoznaczne z tyciem. A dieta nie oznacza głodówki. Niby prosta sprawa i na logikę rzecz biorąc wydawałoby się, że wcale o tym pisać nie trzeba. Jednak w rozmowach z Wami bardzo, ale to bardzo często, ujawnia się właśnie taki schemat myślenia: żeby mieć ładną figurę trzeba sobie wszystkiego odmawiać i najlepiej to jeść tylko sałatę i pić wodę. A to jest kompletna bzdura. Jedzenie jest dobre. Jedzenie jest przyjemne. Jedzenie jest potrzebne. Dlatego odchudzanie nie oznacza pewnego okresu, etapu krótkotrwałego ograniczania ilości jedzenia, jakiegoś postu czy, co gorsza, głodówki. Odchudzanie oznacza redukcję tkanki tłuszczowej w wyniku zmiany sposobu odżywiania. A ten sposób odżywiania powinien zmienić się na lepsze. I oczywiście kaloryczność posiłków jest istotna, ale tu bardziej mi chodzi o pewne nawyki żywieniowe. Szczerze mówiąc nie bardzo lubię to sformułowanie „nawyki żywieniowe” – kojarzy mi się z jakimiś akademickimi definicjami, takim zupełnie bezosobowymi. A przecież tutaj chodzi po prostu o to co Ty jesz, kiedy jesz i jak jesz. Nawyki czyli pewne czynności, które wykonujesz automatycznie, bez zastanawiania się i przywiązywania wagi do nich. Automatycznie zamykasz za sobą drzwi, automatycznie chowasz ciuchy do szafy i automatycznie pijesz kawę zamiast zjeść śniadanie. Otóż to! Przyjmij, że jedzenie jest ważne i zastanów się, czy przykładasz do swojego menu wystarczająco dużo uwagi.

Jedzenie: co to dokładnie znaczy?

Widziałam kiedyś taki baner: nadwaga często jest wynikiem niedożywienia. I na tym właśnie polega cały myk, który musisz sobie uświadomić: możesz jeść dużo, pod warunkiem że rozsądnie i odpowiedzialnie skomponujesz swoje menu. Ważna jest jego jakość, a nie ilość. W potocznym słownictwie jedzenie to po prostu czynność dostarczania pokarmu do organizmu. I pytając: „jadłaś coś dziś?”, nie pytamy się czy dostarczyłaś wszystkie niezbędne składniki Twojemu organizmowi tylko czy nie czujesz głodu. A tu możemy wpaść w pułapkę. Bo organizm będzie odczuwał głód w sytuacji niedoboru jakiegoś składnika – chociażby mikroelementu. Twój żołądek może być pełny pszennych bułek napchanych polepszaczami do pieczywa, majonezu z konserwantami, wędliny z tysiącem stabilizatorów i aromatów identycznych z naturalnymi, a Ty nadal będziesz odczuwała głód. Bo Twój organizm rozpaczliwie będzie się domagał owoców, warzyw, razowego pieczywa, chudego mięsa… Pomyśl racjonalnie: czy zjedzenie lukrowanego pączka, który ma około 500 kcal jest równoznaczne ze zjedzeniem wołowego steka z furą warzyw z rusztu? Nie, nie i jeszcze raz nie. I nawet nie o uczucie sytości tu chodzi, ale o składniki, które dostarczyłaś swojemu organizmowi. Jak myślisz, za który posiłek Ci podziękuje, którym się bardziej nasyci? Dlatego planując odchudzanie nie planuj głodówki ani wyrzeczeń. Planując odchudzanie zaplanuj zdrowe odżywianie, jedzenie do syta i z przyjemnością. Podchodząc w ten sposób do zgubienia kilku kilogramów wyeliminujesz również aspekt związany ze stresem. A stres bardzo przeszkadza.

Nawyk: wróg i najlepszy przyjaciel.

Dalej teoretyzując (bo do praktycznych wskazówek przejdę w kolejnym artykule) dotykamy bardzo istotnej kwestii związanej z nawykami, czyli tymi czynnościami które robimy niejako z automatu. Nie zastanawiamy się nad nimi i zapytani: dlaczego na śniadanie jadasz kromkę z masłem i żółtym serem, czujemy konsternację. Jak to dlaczego? Przecież zawsze tak jadam. No właśnie: i tu Cię mam! Zawsze wcale nie oznacza najlepiej. Trzeba się nad tym zastanowić. Pomyśleć o tym, co jesz na poszczególne posiłki. I nie, kawa nie jest żadnym posiłkiem, nawet drugim śniadaniem ani podwieczorkiem. Twoje zadanie to porządne przemyślenie swoich nawyków. Ile czasu mija od śniadania do kolejnego posiłku? Jak często w ciągu tygodnia potrafisz się doprowadzić do takiego uczucia głodu, iż masz wrażenie że zaraz zemdlejesz? Ile razy w ciągu miesiąca sięgasz po fast food lub inny niezdrowy zapychacz, bo nie przygotowałaś sobie wcześniej sałatki albo nie masz nic w domu oprócz parówek i chipsów? Zdarza się tak, bo w kwestii jedzenia działasz automatycznie, nawykowo. Chyba trzeba to napisać wprost: myśl co zjesz, zanim do koszyka w sklepie nie zaczniesz wrzucać automatycznie rukoli, fileta z indyka i razowego pieczywa zamiast słonych paluszków, mrożonych pierogów i herbatników.

Czas.

I daj sobie czas. Zastanów się ile lat zajęło Ci wyrobienie sobie takich nawyków żywieniowych, jakie masz dzisiaj? Pewnie często nawet nie pamiętasz kiedy to się zaczęło. W dzieciństwie, może w pierwszych latach samodzielnego życia? Jeśli tyle czasu upłynęło od wprowadzenia obecnych nawyków, to nie możesz oczekiwać, ze zmienisz je w tydzień lub dwa. Ty, Twój mózg, cały Twój organizm, potrzebujecie czasu, żeby przestawić się na inny tryb. Zrób to powoli, bez histerycznych ruchów i ataków paniki. Powoli, ale skutecznie, do celu. Zacznij od jednej zmiany: na przykład zacznij pić wodę zamiast słodkich napojów gazowanych. Albo zamień białe bułki na razowe. Wybierz pierwsze kroki i zaplanuj kolejne. Ale bez pośpiechu, bez presji. Zmiany wymagają czasu, daj go sobie. Poczytaj o dietach, poszukaj historii osób które zmieniły swój sposób odżywiania, może Cię zainspirują… Przemyśl ten proces, zastanów się dlaczego Tobie na tym zależy. Na spokojnie. A potem działaj – mam nadzieję, że ze mną, bo bardzo chcę być Twoim wsparciem i motywatorem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Proszę podaj swoje imię tutaj