Szukać motywacji czy rozwijać samodyscyplinę?

2

Chcenie.

“Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce” – znacie to powiedzenie przypisywane Misiowi Puchatkowi?  A nawet jeśli nie znacie powiedzenia, to pewnie bliski jest wam ten stan, gdy macie czas i chętnie urządziłybyście sobie “leżycho” na sofie. W zasadzie jesteście  wypoczęte i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić coś, co odkładałyście już tysiąc razy, ale… poleżeć jest zawsze miło. Niby można byłoby wziąć się w garść i zrobić coś  konstruktywnego, ale jakoś tak się nie chce człowiekowi ruszyć… Cały problem tkwi w tym chceniu. Co tu zrobić, żeby się chciało? Żeby się zmobilizować. Żeby ruszyć tyłek i zrezygnować z tej chwili komfortu okraszonej sporą dawką lenistwa.

Szukanie motywacji.

Bardzo modne ostatnio jest słowo “motywacja”. Znaleźć motywację, żeby wyjść
ze strefy komfortu (nota bene “strefa komfortu” też stała się pojęciem nadużywanym). Znaleźć motywację, aby pobiegać.
Znaleźć motywację, aby ugotować obiad.
Znaleźć motywację, żeby posprzątać.
A może jeszcze znaleźć motywację, żeby w ogóle żyć?
Nie mówię, że czasem nie trzeba chwili refleksji i zastanowienia się nad tym, czego TAK NAPRAWDĘ chcesz. Oczywiście, że należy mieć czas na zadumę, na kontemplację, na określenie priorytetów. Ale są też sprawy oczywiste, które nie podlegają dyskusji.
Powiem Wam szczerze: wkurza mnie takie jojczenie, szukanie dziury w całym, psychologizowanie w sprawach prostych i życiowych.
Czego tu szukać? Wystarczy się rozejrzeć i docenić to, co masz. A potem spiąć cztery litery
i zabrać się do działania. Nie leżeć na tapczanie i wymyślać dyrdymały, tylko odpowiedzieć sobie na pytanie: na czym mi zależy?
To jest krok pierwszy, konieczny, ale nie wystarczający. Potem musi nastąpić
krok drugi. I trzeci, czwarty i tak dalej.
Krótko mówiąc: trzeba wziąć się do roboty, a nie szukać drugiego dna. Albo co gorsza: wymówek:
– skoro pracujesz tak ciężko (nadgodziny w korporacji to konieczność, nie
masz przecież na to wpływu);
– jesteś wykończona opieką nad małym dzieckiem i prowadzeniem domu (nie
możesz liczyć na niczyją pomoc, zostajesz ze wszystkim sama)
– masz anemię i w ogóle starzejesz się w oczach (nie masz czasu na
przygotowywanie zdrowych posiłków, dbanie o bilans snu )
– dopada Cię depresja (te wszystkie dni są takie do siebie podobne, żyjesz
od poniedziałku do piątku, a weekendy tak szybko mijają).

Nie ma “miętkiej” gry.

Jestem z tych, które biorą na klatę wyzwania, jakie stawia przed nami życie.
Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Trzeba się zebrać w sobie, podjąć
WYSIŁEK, planować i realizować plany. Marzenia są super, ale niech nie
zostają tylko w strefie marzeń. Działajmy w tym kierunku, aby się spełniły.
Nie same, nie jako “dar od losu” tylko w efekcie naszych starań, wysiłków,
pracy. Żeby osiągać własne cele, trzeba być twardą, czy się to komuś podoba
czy nie. Życie wymaga od nas siły i ciągłego pokonywania przeszkód. A
najtrudniejsze do pokonania są nasze wewnętrzne przeszkody: kompleksy,
zahamowania i brak samodyscypliny. Sukcesu nie da się osiągnąć bez
samodyscypliny.

Samodyscyplina.

Wg definicji samodyscyplina to “umiejętność kierowania swoim zachowaniem,
tak by było spójne z ważnymi dla nas celami i wartościami”
(https://pasjawzrastania.pl/samodyscyplina-twoje-mistrzostwo-panowania-nad-soba/)
Moimi słowami nazwałabym to po prostu wewnętrzną siłą, która pozwala
nam robić to, co powinno być zrobione, nawet jeśli nam się nie chce.
Niektórzy nazywają to również siłą charakteru lub silną wolą.
Ile razy musiałaś wyjść na spacer z psem, chociaż Ci się nie chciało?
Ile razy musiałaś zrobić raport dla szefa, chociaż nie miałaś na to najmniejszej ochoty?
Ile razy wstawałaś rano, żeby zdążyć na ważne spotkanie, chociaż najchętniej pospałabyś do południa?
Na pewno wiele razy. A zatem: można. Potrafisz. Jak mus, to mus.
Teraz trzeba iść o krok dalej: przenieść tę mobilizację nie tylko na zewnętrzne motywatory, ale na Twoje własne postanowienia. Na Twoje cele, marzenia, plany. To ta wewnętrzna siła jest motorem Twojego życia, tego do czego dojdziesz, co osiągniesz.
A wiesz, że w osiągnięciu szczęścia, sukcesów (takich własnych, nie komercyjnych), harmonii to właśnie samodyscyplina odgrywa kluczową rolę? Zaraz po inteligencji, jest na drugim
miejscu: ważniejsza nawet od charyzmy czy wysokiej samooceny. Zresztą: samoocena idzie w parze z samodyscypliną. Jeśli pokonujesz swoje zachcianki, walczysz ze słabościami, wzmacniasz siłę charakteru – wówczas Twoja samoocena szybuje w górę.

Ale ja mam taki słaby charakter.

O Kochana, to już jest wymówka w najczystszej formie! Samodyscyplina jest umiejętnością, którą można doskonalić. Można ją ćwiczyć, tak samo jak mięśnie. Pewnie dlatego samodyscyplina tak często idzie w parze ze sportem. Tak jak nie osiągniesz sukcesów bez regularnych treningów fizycznych, tak samo nie osiągniesz sukcesów bez regularnych ćwiczeń swojej woli. Trzeba stawiać sobie cele i wyzwania. Zaczynając od małych, potem co raz większe i większe. Przez całe życie, żeby się rozwijać i spełniać marzenia. Patrzeć do
przodu, planować długoterminowo i iść w obranym kierunku.
I pamiętać, że każda, nawet najdłuższa droga, zaczyna się od pierwszego kroku.
Kroku, który Ty postanawiasz zrobić.

2 KOMENTARZE

  1. Zawsze narzekałam i mówiłam, że nie potrafię i nie mogę, a jednak okazało się że się da. Mój chłopak zabrał mnie ze sobą na siłownię. Trenujemy w Gravitanie i jest ok. Najpierw byłam zła, ale z czasem się przekonałam – zrobiłam sobie rygor w kwestii treningów i diety, a moją motywacją jest mój chłopak 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Proszę podaj swoje imię tutaj