Wakacje z dziećmi- historia prawdziwa.

0

Bycie mamą to nie jest łatwa sprawa. Bycie mamą na urlopie – to dopiero wyzwanie. Odpocząć, nabrać sił do realizacji nowych pomysłów jesienią, zainteresować dziewczynki nowym miejscem, a na końcu nie zwariować – misja rozpoczęta. 🙂

Jak już wiecie – dotarłyśmy. Całe i zdrowe, ale z przygodami! 2 babeczki z 4 małymi dziewczynkami – można się było spodziewać, że będzie się działo.  A co? W końcu to wakacje!!!

Już na początku nie było lekko. Lotnisko – zabawa dziewczynek w “ganianie się”. Efekt? Upadek, uderzenie głową o podłogę, krew z nosa i srylion gapiów. 🙂 Kolejna komplikacja – zgubiłam boarding card Lenki!! Do wejścia na pokład pozostało 10min. Przechodząc przez odprawę graniczną Pani oficer poinformowała mnie, że aby ponownie otrzymać ową kartę mam udać się do Informacji Transferowej. Zatem biegnę, słysząc po drodze Lenkę wołającą “siku”!! “Nie wytrzymasz?”. “NIE!”. W oddali widzę kolejkę do Informacji. 8 minut do boardingu. Myślę sobie “pal licho, co ma być – to będzie. Najwyżej polecę za tydzień. Jestem na wakacjach – ma być bez stresu.” Zamysł dobry, ale mimo tego niecierpliwie przebieram nogami stojąc w kolejce do Informacji. Gdy wreszcie zaczynam wyjaśniać Pani o co chodzi, słyszę od niej, że duplikat karty drukuje się przy gate’cie. Cudownie! Fajnie było się przebiec w towarzystwie dziecka krzyczącego: “siku!”. Co za przepływ informacji na lotnisku. 🙂 Czego się nauczyłam, to moje. No i chyba powinnam częściej latać. Rzutem na taśmę wchodzimy do samolotu. Dziewczynki podekscytowane, siedzą jak “na szpilkach”, nie mogąc doczekać się startu. Zapinamy pasy. Po 5 min niespodzianka! “Start opóźniony o 45min.”. Nie wierzę w to co słyszę. W jaki sposób wytłumaczyć dziecku, że przez kolejne 3 kwadranse ma siedzieć grzecznie na swoim miejscu? Dopada je zmęczenie, zaczyna się kryzys – płacz przez śmiech. Myślę sobie – “uduszę” mojego męża ze go tu nie ma. W końcu startujemy, dziewczynki zasypiają, lecimy w ciszy i spokoju. Wymarzona podróż! 🙂

Lądujemy około 20:00. Jupi!!! Jeszcze “tylko” 70km do hotelu. Na szczęście kierowca, którego zarezerwowałyśmy czeka na nas cierpliwie. 7 osób, 4 walizki, 2 wózki – zapakowane, ruszamy. Niczym Griswold’owie. Dziewczynki zasypiają jedna po drugiej, a my przez 1,5h “rozkoszujemy się” jazdą w samochodzie w temp. 37st C, gdyż klimy brak.

Dojechałyśmy umordowane. Wysiadamy i wchodzimy do budynku. Dostajemy pokoje na 3 piętrze. Rozglądam się za windą… do wtargania 4 śpiących dzieci, 4 walizki po 25 kg każda, 2 wózki i srylion podręcznych gratów… Pomyślałam – zabieram dziewczynki, pieniądze, telefon i wspinam się na górę. Resztę mam w nosie, chyba nikt nie zabierze. Dziewczyny zaczynają się rozbudzać. Zaczyna się płacz i histeria… Jednak po dokonaniu formalności meldunkowych, miły Pan pomaga mi wnieść walizki do pokoju. Zostaję sama z 2 płaczącymi dziewczynkami. Jesteśmy zmęczone i wykończone, ale ogłaszam szybką kąpiel. Nastawiam klimę, aby nas ochłodzić. Kolejna niespodzianka!  Woda lodowata a klima nie działa. Już prawie sama się rozpłakałam. Pominę opis jak wyglądała kąpiel rozbudzonych dziewczynek w zimnej wodzie. Nareszcie leżymy w łóżkach i zasypiamy.

Myślę sobie “jutro obudzę się o 11:00 w chłodnym pokoju i dopiero wtedy zacznę wakacje”! Taaaaa, wstałyśmy o 8:00 lepkie i spocone – gdyż klima nadal nie działa. Pukam do pokoju Dorotki by wspólnie ogarnąć siadanie z produktów, które przywiozłyśmy – właśnie na to pierwsze, po podróży, śniadanie. Niestety, zonk! Lodówka się rozmroziła… Ale przecież taka “błahostka” nie może wyprowadzić mnie z równowagi w pierwszy dzień wakacji. Zjemy coś w drodze na plażę. Szczęśliwie reszta dnia mija bez kolejnych “fajerwerków”. W całym tym szaleństwie udaje mi się nawet wygospodarować dla siebie 4min. (!!!) leżenia na poduszkach.

Aaaaa – awaria prądu została usunięta po 1,5 dnia….

Mam nadzieję, że przed nami już tylko ten najlepszy – wakacyjny czas. Oprócz “byczenia się” planujemy wycieczki i troszkę zwiedzania.

Prawdziwa historia, prawdziwej mamy. Bez kolorowania i zbędnych „cudowności”. Wakacje z dziećmi to nie urlop 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz swój komentarz
Proszę podaj swoje imię tutaj